środa, 16 stycznia 2013

Maciej Frączyk - Zeznania Niekrytego Krytyka

Wydawnictwo: Zielona Sowa
Polecana dla: nastolatków
Gatunek: eeee? (więcej szczegółów w recenzji)
Cena rynkowa: ok. 30 zł
Krótka ocena: Niepoważny YouTuber napisał całkiem przyzwoitą książkę. Jakby sam to powiedział, polać mu!
Książka na: jeden wieczór


Nie miałam zamiaru kupić tej książki, nie wiedziałam nawet, że jest dostępna w empiku. Mój młodszy brat, subskrybujący kanał Niekrytego i paru innych YouTuberów, zaskoczył mnie bardzo w Wigilię, dając mi tę pozycję pod choinkę. Zareagowałam entuzjastycznie, licząc, że lektura będzie zabawna... i właściwie nic więcej, bo czy po Niekrytym Krytyku można się spodziewać jakichś głębokich treści, czy też ukrytego przesłania?

Pierwsze strony okazały się dokładnie takie jak podejrzewałam, a może nawet gorsze. Pisanie o tym, że trzeba pisać książkę, wplatanie w to wszystko niskich żartów... Zastanawiałam się, jak długo Niekryty będzie tak przeciągał akcję i podejrzewałam, że to masło maślane może nawet trwać do samego końca. A jednak... trzeba przyznać, że "Zeznania" wciągają już od pierwszych stron. Duża czcionka, zabawne, choć często balansujące na granicy dobrego smaku, przemyślenia, unikalny styl pisania, sprawiający, że ma się przed oczami jakby jeden z filmików autora, to niezaprzeczalne zalety tej książki. Ciekawym rozwiązaniem są także kody QR (które można zeskanować np. telefonem z systemem Android) odsyłające do treści zamieszczonych na portalu YouTube. Nie wiem, czy ktokolwiek wcześniej pokusił się o takie rozwiązanie w książce, ale nawet jeśli tak, można z pewnością nazwać ten zabieg innowacyjnym.

Ale powróćmy do sedna, jak rozwija się dalej akcja? Pan Frączyk w końcu zaczyna pisać książkę (chwała mu za to), porzucając rozważania o jej pisaniu (Bogu dzięki, takimi rzeczami niechaj się zajmą literaturoznawcy i oby nikt z was nie musiał nigdy brnąć przez ich teksty). Porusza po kolei najróżniejsze życiowe tematy, wypowiadając się w sposób prosty i przystępny. Opowiada między innymi, w jaki sposób został Niekrytym Krytykiem oraz jak długo trwało jego dojście do sławy, jaką cieszy się dzisiaj. Chociaż jego wypowiedzi nie opuszcza ironia i co rusz wplata w nie typowe dla siebie żarty sytuacyjne, jego słowa wydają się trochę łagodniejsze niż zazwyczaj. Odniosłam wrażenie, że książka, a przynajmniej niektóre jej fragmenty, były pisane z głębi serca. Szczególnie zapamiętałam moment, kiedy apeluje do młodych ludzi, żeby interesowali się tym, co mają w zasięgu ręki, żeby zdobywali wiedzę, bo jest dla nich łatwiej dostępna, niż kiedykolwiek była, żeby próbowali różnych rzeczy, a w końcu znaleźli coś, w czym są naprawdę dobrzy.

Czy zeznania przynależą do jakiegoś gatunku literackiego? Nie jestem w stanie tego określić, wszelka dokładna klasyfikacja skrzywdziłaby ten oryginalny twór. Powiedziałabym, że jest to zbiór luźnych przemyśleń na wiele tematów, z wplecionymi wątkami autobiograficznymi, nieograniczony żadną konkretną konwencją (CO ZA ULGA COŚ TAKIEGO CZYTAĆ PO CZTERECH LATACH W LICEUM).

Wady? Zawsze jakieś są. Ale szczerze mówiąc nie mam ochoty o nich dużo mówić, między innymi dlatego, że podzielam pogląd Frączyka - większość krytyków nie pisze własnych książek, nie robi filmów, a tylko ocenia, często niesprawiedliwie. Dlatego też powiem krótko, wg mnie nie są potrzebne wstawki na temat Kościoła Katolickiego, niektóre dzieciaki mogą się poczuć urażone, a rodzice zniesmaczeni. Wszak są "katolicy i katole", niektórym (daję "łapkę w górę") wiara z pewnością pomaga i nie myślą o niej wyłącznie jak o systemie. Ale taka już, że zarymuję, specyfika Niekrytego Krytyka.

Nie skreślajcie tej książki, nawet jeśli nie lubicie filmów Niekrytego. To tylko (i aż!) wizerunek sceniczny osoby, która reprezentuje sobą o wiele więcej. Ponadto (mam nadzieję, że nie jest to z mojej strony nadinterpretacja) Frączyk wykorzystał ten wizerunek po to, żeby trafić z pewnym przesłaniem do ludzi, którzy nie mają w zwyczaju sięgać po "mądrą książkę". Jego książka ma szansę trafić do szerokiego grona odbiorców, szczególnie tych bardzo młodych, właśnie dlatego, że wydaje się miejscami śmieszna, a nawet głupawa. Wciągnięcie czytelnika w wir swoich przemyśleń w taki sposób, w jaki zrobił to Maciej Frączyk to naprawdę doskonała pułapka na "bezmyślne gimbusy". Sięgasz po książkę, żeby była "beka", rzadko kiedy przestajesz się uśmiechać do zadrukowanych stron, ale ziarno zostanie zasiane. Nie da się przeczytać "Zeznań Niekrytego Krytyka" i nie zapamiętać mądrych lekcji, które dostajemy w najdziwniejszej oprawie, w jakiej kiedykolwiek lekcje dawano.

To już chyba wszystko co chciałam powiedzieć... Chociaż nie. Polecam rozdział na temat kobiet. I chociaż pomysł z pustymi stronami nie jest nowy, muszę powiedzieć, że nieźle się uśmiałam! 

Na koniec teaser książki, Frączyk jest dobry w PR ;)

5 komentarzy:

  1. oglądałam tylko kilka filmików Niekrytego i nie powiem, że mi się nie podobały. nie powiem jednak też, że jestem jego fanką, ale mimo to książkę zamierzam kiedyś przeczytać - choćby i ze względu na wspomniane przez Ciebie lekcje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce ;) Ale może być ciekawa.

    Zapraszam na konkurs!
    Do wygrania hit ostatnich tygodni: książka "Ostatnia spowiedź" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za jego filmikami ;p ale o książce nie słyszałam. Sprawdzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło było przeczytać Twoją recenzję, ale za książkę podziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny blog. Ja jakoś nie przepadam za tym gościem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń