sobota, 26 kwietnia 2014

Flight Radar

Zwyczajny dzień w pracy. Na wewenętrznym komunikatorze jak zwykle piszę z kilkoma osobami, z jednymi o sprawach służbowych, z innymi o nauce japońskiego i tym podobnych górnolotnych sprawach. Jedna z koleżanek, poznana zupełnie przypadkiem Klaudia (była na szkoleniu wprowadzającym z moją znajomą) pisze, że jest zmęczona i nie robiła sobie dzisiaj nawet przerwy, więc zaraz do mnie przyjdzie, żeby chociaż rozprostować nogi. Zdaje się być trochę przygnębiona, podczas gdy zawsze tryska humorem. Proponuję szybkie wyjście do kuchni na herbatę, zabieram ze sobą grejpfruta, ale Klaudia nie ma ochoty się poczęstować.

Rozmawiamy sobie, o niczym ważnym, przez dobre kilka minut rozprawiamy o tym, czy filtrowana woda w firmie jest faktycznie filtrowana. W pewnym momencie, chyba dlatego, że wspomniałam o locie do Finlandii, Klaudia pyta, czy słyszałam o stronie Flight Radar, gdzie można śledzić samoloty przelatujące aktualnie nad danym miastem. Musiałam mieć minę, jakbym nie dowierzała, bo chciała się ze mną założyć. Poszłyśmy do mojego komputera, weszłam na stronę, na mapce pokazał się rzut na inną część Europy, z powodu proxy.

Szukając Bydgoszczy, zobaczyłam europejskie niebo ikonkami samolotów. Aż otworzyłam usta ze zdziwienia. Porównywalnie wiele lata ich chyba tylko nad Ameryką Południową.

- A wiesz, że samoloty lecące z Europy do Japonii przelatują nad Biegunem Północnym? - powiedziała radośnie Klaudia. Chyba udzielił jej się mój dobry humor.
Aż mi się chyba rozszerzyły źrenice.
- Tak? Ooo, to ja muszę... Ale to musi być przyjemne i cieplutkie, jak taki samolot się rozbije, he, he, he...

Znalazłam samolot lecący z Frankfurtu nad Menem do jakiegoś chińskiego miasta, zaczynającego się na G. Zbliżał się bardzo szybko... miał przelatywać dokładnie nad siedzibą firmy! Zaczęłyśmy się szybko i głośno zastanawiać, gdzie jest wschód, gdzie zachód, a gdzie północ i południe i oczywiście pobiegłyśmy do złego okna, aczkolwiek samolot było słychać. Za chwilę jednak wyjrzałyśmy po drugiej stronie budynku - samolot do Chin znikał już w chmurach, ale ciągle było widać smugę.

Z jakiegoś powodu byłam strasznie szczęśliwa, nie pierwszy raz widziałam samolot na niebie, ale pierwszy raz wiedziałam skąd i dokąd leci. "Nie mogę z nimi teraz lecieć, to chociaż popatrzę jak lecą" - stwierdziłam. I byłam naprawdę szczęśliwa. Trochę bez powodu, ale to znacznie lepsze, niż smutek bez powodu, prawda?

Zaraźcie się ode mnie: Flight Radar

2 komentarze:

  1. Marek już się zapalił, już wybiega patrzeć, czy dany samolot widać. Mnie to umiarkowanie ruszyło, a szkoda, bo lubię małe okazje do szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, masz nominację do Liebstera u mnie :D

    OdpowiedzUsuń